Yellowjackets - Timeline
Yellowjackets - Timeline
Jeszcze kilka lat temu z niecierpliwością czekałem na każdą, kolejną płytę grupy, to przecież jeden z najlepszych zespołów fusion jaki kiedykolwiek powstał.
Czas, jednak, biegnie nieubłaganie i wielu artystów, nawet tych najwybitniejszych, wypala się, co w żargonie publiczności nazywamy "odcinaniem kuponów".
Nawet Sting od wielu lat ciągle śpiewa to samo.
Najnowszy krążek Yellowjackets - Timeline (2011 r.) mimo, iż zawiera 11 nowych kompozycji jest nijaki. Całość sprawia wrażenie klubowego jam session. Brak świeżości, wyrazistości, porywającej dynamiki, ciekawych improwizacji, słowem - brak czegoś nowego, a płyta mimo, że bez wątpienia to dalej znakomity zespół, jest zwyczajnie nudna.
Czy w ogóle można po dwudziestu kilku latach na scenie ciągle być na szczycie i imponować świeżością? Zapewne trudno, ale nie jest to niemożliwe.
Dowodem rockowy zespół Toto, który przyjął do składu nowych, komponujących, muzyków. Zyskali na tym wszyscy - muzycy i publiczność. Nowych piosenek słucha się znakomicie, a stare przeboje ,sprytnie przearanżowane, nabrały nowego błysku.
Czy Yellowjackets wyciągnie wnioski na przyszłość i "powróci" czy pozostanie w nieco zwietrzałym, własnym sosie - czas pokaże.
001019
Recenzja
