Jazz Q- świat, którego już nie ma

Jazz Q - Elegie

Elegie – jazz rock sprzed czterdziestu dwóch lat w wydaniu naszych południowych sąsiadów. Dwie płyty, w czasie słuchania których odtworzyłem w myślach chyba całą filmografię dawnej Czechosłowacji.. Fantasy, komedię o maszynie do materializowania snów, Lemoniadowego Joe ... aż dziwne, że muzyka jazzowa może zawierać w sobie tyle informacji na temat cech narodowych jakiegoś kraju. Przypominając sobie nagrania, nie po raz pierwszy, zastanawiam się, dlaczego słuchanie ich jest tak mozolnym zajęciem. Takiego znużenia nie odczuwam czytając dawne książki, czy oglądając starsze filmy, jedynie architektura z lat siedemdziesiątych odrzuca. Zwalisty funkcjonalizm, to jeden z tych przejawów nowoczesności, który do dziś zaśmieca przestrzeń. Muzyka Jazz Q nie jest ciężka i trudno ją przyrównać do funkcjonalizmu, ma jednak w sobie rodzaj awangardy, który męczy. W dużej mierze odpowiada za to archaiczne brzmienie instrumentów, ale nie tylko. Przeskakując w porównaniach do języka pisanego, gdzie kluczem jest nie tylko styl (brzmienie), ale i treść, starałem się doszukać w improwizacjach czegoś, co można przyrównać do ciekawej, zajmującej narracji. Ciężka sprawa...

Osiem utworów na pierwszym CD to przede wszystkim fascynacje brzmieniem elektrycznego pianina i syntezatora. Budowanie klimatu na nudnym ostinato i piskliwym brzmieniu skrzypiec (Nadzieja), hałasowanie gitarą (Meteor), jednostajna zabawa rytmem (Wybijanka), czy sygnalizowanie tęsknoty za muzyką klasyczną (Proroctwo). Płyta druga różni się od pierwszej jedynie długością (trwa ponad godzinę). Jako pierwszy atakuje Żywy się dziwi z dramaturgią przypominającą lamenty porzuconych kotów, po nim nostalgiczna Toń o głębokości sadzawki, Gorący wiatr na dwóch akordach, Drugi oddech (nie zauważyłem pierwszego), Do widzenia, Wybijanka z pierwszej płyty i Kto jest kim zbliżony klimatem do Mahavishnu Orchestra. Pozostałe czternaście utworów stanowi fragmenty ścieżki dźwiękowej z filmu Hriste z 1976 roku. Muzyka, podobnie jak wcześniej, jest hałaśliwa i brzmieniowo niedzisiejsza. Utwory, które wskazałbym jako ciekawe to jedynie Nocny plagiat i Rozmowa z ojcem, przypominające klimat kina lat sześćdziesiątych, świat, który pozwalał na marzenia i dał się lubić. Zamykając odniesienia do języka pisanego, nie było moim zamiarem zarzucać artystom braku umiejętności – to profesjonalni muzycy. Brakuje im jednak narracji (lub pomysłu, jak kto woli). Ich improwizacje to w kategoriach językowych taka paplanina i nie jestem pewien, czy wytrzymała próbę czasu. Próbę wytrzymał zespół, który istnieje do dzisiaj, czyli około czterdzieści cztery lata.

Grupa powstała w roku 1964 jako zespół grający modern jazz, transformując w stronę muzyki bluesowej i rockowej w latach siedemdziesiątych. Wydali do 2016 roku jedenaście płyt, z czego opisywana Elegie jest czwartą w kolejności. Po wysłuchaniu kilku współczesnych nagrań zespołu odniosłem wrażenie, że muzycy dochowali wierności stylowi, równocześnie doskonaląc warsztat i unowocześniając brzmienie. Dzisiaj słucha się ich lepiej, a to nieczęste zjawisko wśród wypalonych weteranów.

(recenzja dostępna również w magazanie JazzPress)

 

000648

Recenzja promuje album