Hanya Yahagihara - Małe życie

 

Czytałam i czytając myślałam, że nigdy w życiu nie spotkałam się z tak smutną książką. Tak przygnębiającą, tak pozbawioną nadziei. Proces poznawania powieści trwał długo, może z braku czasu, a może z tego powodu, że w większej dawce działała na mnie demotywująco. Początkowo widziałam pewne podobieństwo do powieści L. S. Christensena Beatlesi. Również czwórka przyjaciół, dojrzewanie, początek dorosłości, poszukiwanie sensu życia, celu, siebie samego. Mam jednak nieodparte wrażenie, że o ile to, co przeżywają bohaterowie Christensena, jest powszechne, w mniejszym czy większym stopniu znane każdemu, to w przypadku czwórki z Małego życia już tak nie jest. Schemat niby podobny, ale…

Małe życie to historia czterech przyjaciół: Willema, Jude`a, JB oraz Malcolma. Poznali się w czasach studiów, mieszkając razem w jednym pokoju. Od tej pory przyjaźń stanowi oś ich życia, są nierozłączni i, co wydaje mi się niezwykle istotne, bardzo wobec siebie tolerancyjni. Akceptują wszystko, przynajmniej początkowo, nawet tajemniczość Jude`a, który dla przyjaciół zrobiłby wszystko poza jednym; nigdy nie opowie im, co się wydarzyło w czasie jego dzieciństwa, co przeżył, zanim ich poznał.

Na głównego bohatera wyrasta bez wątpienia Jude, niezwykle, wręcz w nienaturalny sposób, zamknięty w sobie, skrywający traumatyczne przeżycia, które odcisnęły piętno na całym jego życiu. Stopniowo, wraz z rozwojem akcji, dowiadujemy się, co takiego go spotkało. Zaczynamy rozumieć jego zachowanie, kompleksy, ograniczenia, ale… znów pojawia się ale … Jude wzbudzał we mnie współczucie, wręcz czułam tę krzywdę, która go spotkała, jednocześnie jednak doświadczałam złości, a obiektem jej był Jude. To jego postać właśnie najbardziej mnie przygnębiała i zmuszała do refleksji na temat granic. Jak długo można nie ufać ludziom, którzy sprawdzili się, udowodnili swoją przyjaźń wielokrotnie, nigdy nie zawiedli? Jak długo przeszłość może być usprawiedliwieniem postępowania wobec innych i siebie? Czy można kochać drugiego człowieka i jednocześnie robić sobie krzywdę? Czy przyjaźń i miłość rzeczywiście powinny akceptować wszystko? Czy przyjaźń też ma jakąś granicę, poza którą nie powinna wykraczać? Pytań jest dużo, bardzo dużo. Odpowiedzi chyba nie ma. Z jednej strony zadziwia lojalność i przywiązanie bohaterów, z drugiej znów pytam: Na ile można poświęcić siebie drugiemu człowiekowi, który tego nie chce? Czy można całe życie przeżyć z przekonaniem, że nie zasługuje się na nic i nikomu do końca nie ufać? Jak bardzo można chcieć umrzeć, wiedząc jednocześnie, że zniszczyłoby to życie bliskich osób? Gdzie jest granica między egoizmem a prawem do decydowania o sobie, swoim być lub nie być? A może egoizmem jest wymuszać życie, ponieważ wiemy, że nie poradzimy sobie z pustką, która zostanie po drugiej osobie?

Powieść dobrze się czyta. Narracja prowadzona z wielu perspektyw pozwala na pełny ogląd wydarzeń. Punkty widzenia bohaterów uzupełniają obraz całości. Z pewnością analiza postaci pod względem psychologicznym jest mistrzowska. To ten element powieści, według mnie, decyduje o tym, że zapada ona w serce, pamięć, wyzwala w czytelniku wiele, sprzecznych przecież!, emocji oraz prowokuje do zadawania tak trudnych pytań. Mam jednak mieszane uczucia. Dlaczego tak zupełny brak nadziei? Chociaż może autorka nie zgodziłaby się ze mną ….

"Długi czas to dobra wiadomość, pomyślałem. To znaczy lata, lata zastanawiania się nad tym, co chce powiedzieć, i chociaż to będą trudne, mordercze lata, on przynajmniej będzie żył. Tak sobie myślałem: że wolę, żeby cierpiał i był żywy, niż żeby umarł."



Ewa Herchel

001525

Hanya Yahagihara - Małe życie