Jerzy Pilch Żółte światło

Jerzy Pilch Żółte światło

Nie jestem fanką twórczości Jerzego Pilcha. Niespecjalnie też rozumiałam jego poczucie humoru. Gdzieś z tyłu głowy miałam świadomość jego obecności w świecie literatury i chętnie nawet, nie powiem, słuchałam peanów na jego cześć w wykonaniu moich znajomych, którzy zdegustowani moim brakiem euforii, próbowali wytłumaczyć jego fenomen.

Kilka tygodni temu przeczytałam Żywego ducha i pomyślałam, że może jednak przekonam się do tego autora. Żywy ( wbrew tytułowi :) ), ciekawy, barwny napisany z poczuciem humoru i dystansu tekst sprawił, że jak tylko pojawiła się kolejna książka, kupiłam natychmiast. Żółte światło. Przez chwilę zastanawiałam się nad tytułem i tym, czy należy go połączyć z obecnym w naszej świadomości znaczeniem żółtego światła ( uwaga, za chwilę zmiana; chwilowe przetrzymanie ). Nie wiem, czy w ogóle należy to jakoś specjalnie tłumaczyć, może u mnie to po prostu skrzywienie zawodowe; doszukiwanie się wszędzie ukrytych treści … Ale przecież tytuł musi jednak coś znaczyć!

Na całość składa się dziewięć tekstów. Już pierwszy przyjemnie mnie zaskoczył i rozbawił. Dzień wisielca dotyka kontrowersyjnego tematu ("W czytaniu o samobójstwie jest coś niestosownego. W pisaniu jeszcze gorzej."), ale sposób i humor bardzo mi odpowiadają. Szczególnie rozważania językowe związane z pochodzeniem słowa "samobójca" i malutka dygresja dotycząca żeńskiego odpowiednika wisielca ( wisielczyni?).

Postacią przewodnią wydaje się być Ariel Poschukal, chociaż nie jest on bohaterem wszystkich tekstów. Część z nich dotyczy jego osoby, historii rodziny, ciekawych, bądź co bądź, rodziców i jakiejś jego z jednej strony nieudolności życiowej, a z drugiej swoistego sprytu. Generalnie tematyka jest dość rozległa ( jest nawet ojciec w Wehrmachcie), zwłaszcza, jeżeli weźmiemy pod uwagę, że elementy fikcyjne zdają się przeplatać z autobiograficznymi. Na okładce książki przeczytałam, że autor "eksploruje i przetwarza własny życiorys". Możliwe. Nie wiem, czy dla mnie jako czytelnika ma to jakiekolwiek znaczenie, no chyba że będziemy o tym myśleć w trakcie lektury Jedynego arcydzieła starego dadaistylub Historii sekretnego ślubu.

Żółte światło to błyskotliwe teksty pisane z osobliwym ( ktoś może powiedzieć, że z typowym dla autora) poczuciem humoru i dystansem. Może dla mnie to początek nowej ery … bycia fanką Jerzego Pilcha.




Ewa Herchel

001844

Jerzy Pilch Żółte światło