Oświata


Refleksje egzaminatora
Minął ósmy maj mojego życia. Dlaczego ósmy? Ponieważ od tylu lat miesiąc ten upływa mi pod znakiem egzaminów maturalnych z języka polskiego, ustnych i pisemnych.
Rano idę do szkoły na lekcje, takie normalne w klasach, potem ,bez chwili wytchnienia niemalże, biegnę na ustne egzaminy do ościennego liceum i SIEDZĘ do wieczora, a w weekendy poprawiam arkusze pisemne.
I to SIEDZENIE chyba jest najgorsze. Pupa przyrasta mi do krzesła, nogi drętwieją, a po kilku dniach w rodzaj drętwoty wpada mózg…
Maturzyści przez 15 minut bredzą na wybrany przez siebie temat. Mówią to samo, o tym samym. Literaturę traktują jako zło konieczne. Starają się wyartykułować najbardziej znane interpretacje bez jakiejkolwiek refleksji własnej. Bohater literacki staje niemal wrogiem, ponieważ miał czelność przeżywać uniesienia, uczestniczyć w zdarzeniach, przechodzić przemianę wewnętrzną…
Rozmowa z egzaminatorem to desperacka próba przekonania go, że nie tylko się teksty czytało (?!), ale również się je rozumie (?!) A egzaminator? Udaje, że wierzy! Uwagę przykuwają zielone paznokcie, trudno skupić się na słowach. Może to jest jakiś sposób? Odwrócić uwagę komisji egzaminacyjnej…
Komisja znudzona dwudziestą prezentacją dotyczącą wizerunku ojca, usiłuje stłumić ziewanie i sprawiać wrażenie zainteresowanej.
Przekleństwo temu, kto wymyślił tę formę egzaminu ustnego! Przekleństwo!
Kupione prezentacje, napisane na zamówienie, to rodzaj maturalnego oszustwa, które staje się normą. Abiturient udaje, że sam wyciągnął wszystkie wnioski, dokonał porównań, analizy tekstów. A egzaminator? Udaje, że wierzy!
Najprostsze pytanie dotyczące treści utworu wydaje się być kamieniem u szyi ciągnącym na dno. Trzeba rzucić koło ratunkowe, ale ono okazuje się być dziurawe i maturzysta tonie dalej. Czas na ostatnią deskę ratunku: Co sadzisz na ten temat? Przedstaw swoje zdanie. Tonący robi się zielony i desperacko chce coś sądzić na ten temat…
A założenia były takie piękne! Samodzielna praca z utworami literatury pięknej, obcowanie ze sztuką, postawa badacza, który co prawda odkrywa to, co już zostało odkryte, ale jednak.! Jakaż to miała być radość i satysfakcja dla ucznia. Dumny i blady efekt swoich poczynań miał zaprezentować komisji maturalnej. Co z tego pozostało? NIC.
Ostatni dzień to już kryzys totalny. Patrzę na tych uczniów i wzbiera we mnie ogromna irytacja. Denerwuje sposób mówienia, ubiór, objawy zdenerwowania. Właściwie wszystko. Do tego grupa jakaś wyjątkowo słaba. Stękają, dukają…, a we mnie zero jakiejkolwiek tolerancji. Nie wiem, jak dotrwam do końca. Jeszcze sześć osób, a jakby sześćdziesiąt!