John Wayne. Nazwisko, które przywodzi na myśl klasyczny western. Sceneria Dzikiego Zachodu, kowboje na koniach, strzelaniny, saloony; specyficzny klimat i oczywiście walka dobra ze złem. Dobry szeryf i zły bandyta (czy bandyta może być dobry?).
Western; gatunek, który umarł…
Zastanawiam się, czy można go odrodzić i to w formie książki? Bracia Sisters Patricka deWitta
to udana próba powrotu do tego gatunku. Sięgnęłam po tę książkę z rekomendacji
Tygodnika kulturalnego emitowanego w TVP Kultura, choć nieco z pewnym niepokojem.
A jednak… treść mną niemalże zawładnęła, czytałam jednym tchem, nie chciałam przerywać.
Na czym polega fenomen tej powieści?
Akcja rozgrywa się w połowie XIX wieku w czasach gorączki złota. Bohaterami są dwaj bracia, znani wszędzie zawodowi zabójcy, którzy mają do wykonania kolejne zadanie, muszą zabić. Całą historią opowiada Eli, młodszy z braci, marzący o zupełnie innym życiu. Pragnie spokoju, stabilizacji, kobiecie, która nie będzie prostytutką. Obiecuje sobie, że to ostatnia "mokra robota" w jego życiu. Chce mieć swój kawałek ziemi. Romantyk? Nie, to morderca, który strzela równie często jak dosiada konia. W jego sposobie opowiadania przejawia się tęsknota za normalnością, powrotem… no właśnie do czego? Eli przecież nie urodził się bandytą. Chce wrócić na drogę człowieczeństwa, po wielu latach spotkać się
z matka, która nie akceptuje wyborów swoich synów.
David Wróblewski po lekturze tej książki napisał :" Nie pamiętam, kiedy ostatnio tak bardzo polubiłem parę psychopatów", ponieważ pomimo okrucieństwa bohaterów trudno jednoznacznie powiedzieć, że są źli. Zwłaszcza Eli, narrator, wzbudza cieplejsze uczucia, kiedy z troską odnosi się do swojego chorego konia, kiedy rozmawia z kobietą, z którą mógłby spędzić życie. On naprawdę szuka tego, co ludzkie i w pewnym momencie czytelnik z zaskoczeniem uświadamia sobie, że lubi Eliego i że zasługuje on na to, aby jego marzenia się spełniły.
Rzeczywistość, w której żyją bracia, i którą przecież sami tworzą, jest okrutna,
a ludzkie życie nie ma żadnej wartości. To z pewnością nieśmieszny obraz świata, a mimo tego nie brak tu elementów komediowych. Czarny humor, groteska, absurd. Ale to ten rodzaj komizmu, którego celem jest nie tylko rozbawienie czytelnika, to śmiech, który kłuje, żądli, uwiera, zmusza do zastanowienia.
Autor przedstawia również psychologiczny rys poszukiwaczy złota. To ludzie, którzy stawiają wszystko na jedną kartę, aby pragnienia stały się realne. Złoto kusi, nęci swoim blaskiem, a ludzie za nim podążają, choć niekiedy ta podróż kończy się tragedią.
Czy braciom uda się odnaleźć to, co utracili? Czy też człowieczeństwo jest już dla nich stracone?
Powieść deWitta w polskim przekładzie ukazała się na początku 2013 roku, jest więc zupełną nowością czytelniczą, po którą koniecznie trzeba sięgnąć.
Komentarze
Nikt jeszcze nie skomentował tej recenzji
