Żywego ducha… Ani żywego, ani ducha. Nikogo. Dosłownie.Być jedynym człowiekiem na świecie. Dobrze czy źle? I dobrze i źle, ale z przewagą dobrze. Zwłaszcza, jeżeli jesteś typem człowieka, który starał się stronić od innych. I nagle tych innych nie ma. Zniknęli. Wszyscy.
Na świecie pozostał on jeden, bohater książki. Początkowo zdumiony, zaczyna snuć przypuszczenia dotyczące tego, co się stało. No bo jak to? Wszyscy przepadli? Nagle? W jaki sposób? Dlaczego on został i jak mógł nie zauważyć apokalipsy??
I co teraz? Wszystko należy do niego : " Tak jest, kiedyś o zobaczeniu Boscha nie śmiałem marzyć – dziś należy on do mnie. […] Przytłoczony zagładą o mały włos bym tego nie zauważył." Może brać, co chce. Wszystkie sklepy są otwarte, a towary kuszą. Hotele zapraszają do sypiania w luksusowych apartamentach. Wiec korzysta, a jakże! Braku innych nie odczuwa, no, może z czasem zaczyna tęsknić za kobietami, ale i bez nich można żyć. Niekiedy tylko wydaje mu się, że dostrzega ślady innych, zdaje się słyszeć głosy, rozmowy. Ale czy na pewno? Może to tylko ułuda, ponieważ trudno uwierzyć, że z wielu miliardów ludzi został on jeden. I dlaczego? Jest wyjątkowy? Czy może z jego powodu ludzkość przestała istnieć?! " Boże mój! A więc to przeze mnie! Przez mój alkoholizm ludzkość wyginęła! Moja wina!"
Co może robić ostatni człowiek na świecie? Wszystko i nic. Jak długo będzie żył? Do końca świata. Ale koniec już przecież nastąpił więc…? Tylko skąd to bezustanne wrażenie, że ktoś go obserwuje?
Żywego ducha Jerzy Pilch napisał z dużą dozą humoru i dystansu do spraw ludzkich i do siebie samego chyba też.
Czyta się z przyjemnością. Niejeden raz można zachichotać. Choć czy nie jest to chichot szatański …?
Ewa Herchel
Komentarze
Nikt jeszcze nie skomentował tej informacji
Wróć do początku | 000528
