Tytułowa bohaterka, Joy, to typowa gospodyni domowa. Ma dwójkę dzieci, jest pogodna
i spokojna mimo własnego rozwodu, dziwnych rodziców i wszystkiego, co ma na głowie. A ma bardzo dużo… byłego męża zamieszkującego piwnicę, matkę, której życie wypełniają seriale i która w ogóle nie wychodzi z domu, ojca, którego porzuciła kochanka i który zamieszkuje w piwnicy razem z byłem mężem Joy, problemy finansowe, rozpadający się dom, na którego remont nie
ma pieniędzy. Jest przemiłą osobą, cierpliwą i pomysłową, chociaż nieco przytłoczoną przez życie.
Pewnego dnia wpada na pomysł stworzenia samo wyżymającego się mopa, który według niej zrewolucjonizuje pracę kobiet w domu. I tak rozpoczyna się jej walka ze światem biznesu, oszustów, ale również z własną rodziną, która niby ją wspiera, ale tak nie do końca jej pomaga. Jedyną osobą, która bezgranicznie w nią wierzy, jest babcia. Joy przeżywa bardzo wiele niepowodzeń, stara się pokonać przeciwności losu, oddać długi, przechodzi załamania. Podejmuje jednak w krytycznym momencie decyzję walki o swoje i wygrywa. Sukces jej nie zmienia. Pamięta swoje upokorzenia
i z szacunkiem traktuje ludzi, którzy przychodzą po pomoc właśnie do niej.
Film jest optymistyczny. Taka trochę amerykańska bajka, ale napawająca nadzieją, że można w życiu coś osiągnąć. Przede wszystkim uwierz w siebie, chciałoby się powiedzieć. Z drugiej strony
jest w nim przekonanie, że utrata wiary, chwilowe załamania są jak najbardziej ludzkie. Joy walczy tak naprawdę o to, aby nie dać wtłoczyć się w schemat, pozostać sobą, chociaż wszyscy dookoła chcą ją zmieniać i twierdzą, że wiedzą wszystko lepiej. W tej walce pomagają przyjaciele, którzy murem stoją za nią w każdej sytuacji, nie opuszczają i dodają sił.
Film ogląda się z ogromną przyjemnością, momentami jest nawet zabawny. Dobry sposób na miłe spędzenie czasu.
Komentarze
Nikt jeszcze nie skomentował tej recenzji
