Ridley Scott - Marsjanin






17 października 2015 r.




Ridley Scott - Marsjanin Marsjanin - najlepszy botanik kosmosu…

Dwa nazwiska, które do kina przyciągają mnie jak magnes: Ridley Scott i Matt Damon. Reżyser
i aktor. Obydwaj świetni w swoim fachu.

Z zaciekawieniem powitałam kolejny, po Prometeuszu, film R. Scotta. Znów o kosmosie, tyle że nieco bliższym i o pragnieniu ludzi poznawania innych planet po to, aby je zasiedlić, skolonizować. Tutaj posuwamy się nieco dalej. Na Marsie jest stacja badawcza bardzo zaawansowana technologicznie i grupa astronautów, którzy dokonują różnorodnych badań czerwonej planety. Radosne nastroje, piękne krajobrazy. Zbliżająca się gwałtowna burza powoduje chaos, w wyniku którego odlatująca w pośpiechu załoga zostawia jednego z astronautów. Są przekonani, że nie żyje. A on wbrew wszystkiemu przeżył. I tu dopiero tak naprawdę zaczyna się film.

Co może czuć człowiek, który ocknął się na obcej planecie zupełnie sam? Kiedy uświadamia sobie swoją samotność w kosmosie? Jest również ranny, co zdecydowanie sytuacji nie poprawia. Sam na Marsie. Sam w kosmosie. Z dala od Ziemi. Bez kontaktu z drugim człowiekiem.

Można się było obawiać nudnego i powolnego rozwoju akcji. Nic z tego. Film jest dość długi, ale dla widza jest to zupełnie nieodczuwalne. Bohater po momencie załamania dosłownie " bierze się do roboty". Przelicza zapasy, próbuje wykorzystać sprzęt pozostawiony w stacji badawczej, aby przetrwać i doczekać do kolejnej misji na Marsa, której uczestnicy mogliby zabrać go do domu. Tymczasem ludzie na Ziemi stają na głowie, aby umożliwić mu przetrwanie i bezpieczny powrót. Udaje im się nawiązać kontakt, co sprawia, że bohater nie czuje się już tak samotny. Mimo dramatyzmu sytuacji, w jakiej znajduje się bohater, nie brak również w filmie zabawnych momentów.

Z uwag krytycznych można ewentualnie wspomnieć o mało prawdopodobnej możliwości przechwycenia astronauty w kosmosie. Technika techniką, ale chyba jeszcze nie wszystko jest możliwe… No i te typowo amerykańskie sceny wiwatów i oklasków, klepania się po plecach w kilka sekund po udanej akcji. Mogłoby ich nie być…

A dlaczego najlepszy botanik w kosmosie? Bo jedyny? Nie… dlatego, że znalazł sposób na uprawę ziemniaków na Marsie :)

Podsumowując, przyjemnie spędzony czas, chociaż refleksji miałam więcej po Prometeuszu.

Ewa Herchel






Komentarze



Nikt jeszcze nie skomentował tej recenzji