Metro 2033 - świat pod ziemią D. Glukhovsky`ego






14 maja 2016 r.


Metro 2033  - D. Glukhovsky Sięgnęłam z pewną ciekawością już zapoznana z wieloma sprzecznymi opiniami. A to,
że świetna, że rewelacja, a to że nudna i kiepska. Opis treści i problematyki przedstawiony na tylnej okładce, nie powiem, zaciekawiał.

Akcja powieści rozgrywa się po katastrofie nuklearnej na świecie. Skażone powietrze nie pozwala przebywać na powierzchni ziemi. Wydaje się, że jedynym miejscem nadającym się do życia jest moskiewskie metro, w którym ocalali próbują jakoś funkcjonować. Główny bohater, Artem, wychowywany przez wojskowego sierota, otrzymuje do wykonania ważne zadanie i temu właśnie poświęcona jest główna oś utworu.

Jak można żyć pod ziemią? Bez przestrzeni, światła, świeżego powietrza? Gdzie mieszkać, przebywać? Jak odróżnić dzień od nocy i przystosować organizm do wiecznych ciemności? I tu muszę przyznać autorowi ogromną pomysłowość. Ludzie żyją w tunelach metra jak w labiryncie,
z którego wyjście jest właściwie tylko teoretyczne. Można wyjść na powierzchnię, ale skażone powietrze jest niebezpieczne dla życia. Zagrożeniem są również dziwne stwory, tzw. czarni, których celem wydaje się być śmierć ludzi pod ziemią. Powierzchnię zamieszkują różnego rodzaju mutanty, które wykształciły się jako skutek promieniowania. Mogłoby się wydawać, że wobec takich zagrożeń pozostała część ludzkiego gatunku zjednoczy się we wspólnej walce o przeżycie i przeciw wspólnemu wrogowi. Nic bardzie złudnego. Poszczególne stacje metra stają się niczym wrogie sobie plemiona. Człowiek dla człowieka nadal jest niebezpieczny.

Z pewnością powieść dotyka wielu problemów, ale te najbardziej wartościowe są, według mnie, ledwie zarysowane. Dużo miejsca zajmują opisy stacji, tuneli, różnego rodzaju zjawisk. Ogromna ilość detali, dla mnie zbyt duża i przytłaczająca. Akcja początkowo rozwija się dość wolno, by potem przyspieszyć.

Misja głównego bohatera, trudności napotykane po drodze, ludzie, którzy pomagają, niespodziewane zwroty akcji, które niemal
w cudowny sposób ratują życie Artemowi, wykonującemu ważną misję. Chciałoby się powiedzieć: typowy schemat, nic nowego. I tak jest. To, co dla mnie interesujące, nie zostało w tej książce rozwinięte; jak choćby ludzka natura, która nijak nie chce uczyć się na błędach. To typ literatury już (?) nie dla mnie. Gdyby nie to, że trafiła do mojego domu jako prezent urodzinowy dla syna, pewnie bym jej nie przeczytała. Dla młodzieży – pewnie tak. Dla zabicia czasu – tak. Dla kogoś, kto od literatury oczekuje czegoś więcej niż schematu – nie.

Ewa Herchel






Komentarze



Nikt jeszcze nie skomentował tej recenzji