Wiktor Ostrowski - W skale i lodzie ... odkurzanie regałów



18 listopada 2020 r.


Wiktor Ostrowski - W skale i lodzie Czy wyprawy górskie w świecie, w którym wszystko już zdobyto i opisano, mają jeszcze sens? „Gwiazdy” robią selfie na szczycie umieszczając je na Facebooku, zanim zejdą w doliny, jedni umierają w drodze na szczyt, inni z tego samego zjeżdżają na nartach. Uczestnicy wypraw narodowych oblepieni są plakietkami sponsorów jak klauni albo kierowcy rajdowi, a publiczność przed telewizorami oczekuje sensacji lub „wyniku sportowego”. Czy w komercyjnym świecie można jeszcze zaszczepić w ludziach szacunek dla przyrody, pasję poznawania, nie mówiąc o sztuce
i uniwersalnych wartościach różnych od ideologiczno-religijnych „bij-zabij”?

Zastanawiając, jakich słów użyć reklamując W skale i lodzie, przyszło mi do głowy, że najlepiej posłużyć się cytatem z lektury. Jeśli ktoś nie pojmie, o czym pisze autor, może z całym spokojem darować sobie wysiłek i odpuścić czytanie. Nie zrozumie nic i nigdy...

„* ... Jeżeli nie wiesz, Czytelniku, co to jest rozkosz walki, walki najszlachetniejszej, bo z przyrodą, jeżeli nie słyszałeś, jak pięknie dzwoni czekan rąbiący lód, jak chrobocze na granicie ostro podkuty but, jeżeli nie moczyła Cię nigdy górska ulewa, nie prała tęga kurniawa i nie grzało słońce, ale takie słońce, co to chmury nasyca złotymi promieniami, chmury będące daleko, daleko pod twoimi stopami, jeżeli nie wiesz, co to jest s t r a c h, podły strach, który chwyta Cię za gardło, gdy wisząc na jakichś tam chwytach widzisz pod sobą wiele, wiele dziesiątków, ba! setek metrów „powietrza”, jeżeli obce Ci jest uczucie szalonej dumy, że jednak stać Cię było na pokonanie, przezwyciężenie tego zwierzęcego strachu, że jednak... Nie, to trzeba wiedzieć, trzeba przeżyć!

Trzeba wiedzieć, jak mocno potrafi walić serce ze zmęczenia i z wielkiej radości, jak w przeczystym górskim powietrzu pracują zdyszane płuca; trzeba zrozumieć uczucie człowieka stawiającego swą stopę tam, gdzie przed nim jeszcze nikt nie był, gdy się ma wszystko daleko pod sobą, a nad głową tylko niebo i słońce, i gwiazdy. Trzeba wiedzieć, co warta jest w życiu człowieka chwila, w której o najważniejszym decydują — dobre oko, mocny chwyt, zimna krew i ostrzegawczy głos towarzysza. Trzeba przynajmniej raz zakosztować życia, w którym wszystkie wartości są odwrócone: pieniądz ma nie większą wartość niż otaczające Cię kamienie, rzeczy ważne przestają Cię obchodzić zgoła, liczysz tylko na siebie, a zamiast wszystkich tomów kodeksów praw masz tylko jedno, jedyne, ale to niezłomne prawo — BRATERSTWO LINY, którą jesteś w czasie podniebnej wędrówki związany z towarzyszem-przyjacielem! .. „


Książkę, co ciekawe napisano na początku lat 30-tych XX wieku, podobnie jak Nowy wspaniały świat Huxley’a. Dwie całkowicie różne wizje rzeczywistości, w jednej króluje ubezwłasnowolnienie, w drugiej wolność i prawdziwa przyjaźń. Huxley’a traktuje się jak wizjonera i przytacza przykłady realizacji jego przewidywań, jednak czytając Ostrowskiego widać jak na dłoni, ile straciliśmy od tamtego czasu jako ludzie. Pewne wartości są przecież uniwersalne i ponadczasowe – W skale i lodzie pozwala sobie o tym przypomnieć.

Na marginesie; jeśli już wszystko zdobyto i nic nikogo nie dziwi, to czy przed planowaniem kolejnej wyprawy nie warto zastanowić się w pierwszej kolejności - z kim, a nie gdzie?

* Wiktor Ostrowski – „W skale i lodzie”



Marek Brzeski






Komentarze



Nikt jeszcze nie skomentował tej recenzji