Wieczorne myśli literackie…



02 maja 2015 r.




Wieczorne myśli literackie… Próbując zrobić spis książek, które przeczytałam w ciągu ostatnich dwóch lat, uświadomiłam sobie pewną rzecz. Z jednej strony było to trochę zaskakujące, ale po namyśle stwierdziłam, że jednak ma to sens.

Z kilkudziesięciu większych i mniejszych tekstów część stanowią takie, które czytałam w ramach, czy ja wiem…, rozrywki w przerwach pomiędzy literaturą tzw. wysoką. Mam tu na myśli książki m.in. R. Cooka, S. Kinga, A. Sapkowskiego (saga o Wiedźminie), które pochłaniałam stosunkowo szybko i z niejaką nawet przyjemnością. Cóż z tego…. Skoro nie potrafię przypomnieć sobie treści, przygód bohaterów, różnych zdarzeń. Po prostu nie pamiętam, o czym były!

Czy czas poświęcony na ich przeczytanie, to czas stracony?

Gombrowicz, Marquez, Cabre, Eco, Akselsson, Grzebałkowska, Dehnel,… - pamiętam doskonale, mogłabym w każdej chwili podjąć na ich temat rozmowę. Wyjątkiem, spośród tekstów czytanych dla rozrywki, jest może proza Dana Browna, a głównie jego Inferno, które przeczytałam dwa razy ze względu na opis Florencji i jej zabytków oraz treści dotyczące transhumanizmu. Trzeba też oddać autorowi, że właśnie jego powieść, której akcja rozgrywa się we Florencji, skłoniła mnie do odwiedzenia tego pięknego miasta i zobaczenia tych wszystkich cudów, o których pisał! Ale wracając do tematu.. o czym jest powieść R. Cooka Interwencja? Nie pamiętam zupełnie niczego! Nie wspomnę już nawet o książce E. Mendozy Awantura o pieniądze albo życie… pustka w głowie.

To skłania mnie do pewnej refleksji. Jest literatura rozrywkowa, której celem jest uprzyjemnienie nam czasu, relaks. Przelatuje ona przez moją głową niczym letni wietrzyk, nie pozostawiając po sobie zbyt wiele. Jest i taka, która pozwala na głębokie przemyślenia, pozostaje w pamięci, zakorzenia się i trwa, czekając, aż kiedyś znów po nią sięgnę. Daje też przyjemność. Trzymając w rękach teksty Cabre, Eco,… mam poczucie doświadczania czegoś niezwykłego. Czytanie można celebrować. Radość daje mi przewracanie kartek i ich szelest. Już to kiedyś pisałam… w tekście o prozie Murakamiego, niedoścignionego wzorca, mistrza świata literatury. Kiedy dokończę trwającą obecnie przygodę z Głosami Pamano J. Cabre, wrócę znów do nieziemskiej, a jednak tak bardzo człowieczej, ludzkiej twórczości Harukiego Murakamiego. W czytanych ostatnio felietonach J. Bator o Japonii ( Rekin z parku Yoyogi) znalazłam informację o tym, że autorka leciała z nim w jednym samolocie, ale zabrakło jej odwagi, aby zadać mu pytanie. Jakże jej zazdrościłam! Chociaż ja pewnie też nic bym nie powiedziała, onieśmielona widokiem pisarza mojego życia…

Wracając do pytania postawionego wcześniej… czy czas poświęcony na literaturę rozrywkową jest stracony? Myślę, że nie. Przewrotnie można stwierdzić, że poprzez nią ja doceniam wartość innych pisarzy. Ale też nie ma niczego wstydliwego w czytaniu kryminałów, sensacji, thrillerów. Niektóre potrafią poruszyć jakąś strunę. Tu przywołam książki J. C. Somozy, których kilka posiadam na własność. Poza treścią sensacyjno – kryminalną nie brak w nich warstwy psychologicznej. Robin Cook ostrzega przed zbytnim przekonaniem, że cel uświęca nieetyczne postępowanie. S. King… czasem dobrze jest się "pobać" i wrócić do rzeczywistości z radością, że to tylko fikcja. Czyli coś tam pamiętam…

Dla mnie jednak spotkanie z literaturą nie może wiązać się z zamknięciem drzwi po przeczytaniu książki. Każdy niezwykły tekst, który poznałam, tkwi we mnie głęboko, sprawiając, że mam poczucie posiadania istotnych wartości. Czuję się wyjątkowa lub zwyczajna, mogę być obserwatorem albo uczestnikiem wydarzeń, patrzeć z dystansu lub żyć tym, czym żyją bohaterowie. Wreszcie odnaleźć siebie … albo poznać tę stronę bycia człowiekiem, która jest mi zupełnie obca. Literatura tak wiele ze sobą niesie…

Są jednak takie książki, których czytać nie jestem w stanie. To tzw. literatura kobieca, w którą zaopatrują się biblioteki publiczne, ponieważ jest ona bardzo poczytna. Zapytałam kiedyś panią bibliotekarkę, dlaczego nie kupują polecanych, ambitnych nowości wydawniczych i tu podałam dla przykładu kilka tytułów i nazwisk autorów. Odpowiadając, zapytała : " A kto to będzie czytał?". Przestałam korzystać z bibliotek, od trzech lat książki kupuję i cieszę się niezmiernie ich posiadaniem.

Ewa Herchel






Komentarze



Nikt jeszcze nie skomentował tej recenzji