Filharmonia Krakowska - podsumowanie koncertu z dnia 29.10.2013 r.
Już nawet czaple w Zimbabwe wiedzą, że pensje filharmoników krakowskich
są poniżej godności artysty. Pojawienie się we wtorkowy wieczór na scenie krakowskich notabli, w znacznej mierze odpowiedzialnych za ten stan rzeczy, uznałem osobiście za przejaw wyjątkowego tupetu. Lekceważenie kultury
w oczywisty sposób wpływa na jej poziom, w końcu - jaka płaca taka praca,
a Filharmonia Krakowska jest tego najlepszym przykładem. Przy całym szacunku
i sympatii dla artystów nie podoba mi się zarówno poziom jak i repertuar naszej filharmonii. To jest, między innymi, jeden z powodów, dla których rzadko
tu bywam.
Wtorkowy koncert był jednak wyjątkową gratką w tym dusznym mieście. Występowała gościnnie norweska orkiestra z Trondheim, a w repertuarze oprócz Brahmsa i Griega dawno nie grany Ognisty ptak Igora Strawińskiego. Byłem ciekaw tego występu. Miałem nadzieję na nieco inną jakość i nie zawiodłem się. Bardzo dobra orkiestra znakomicie prowadzona przez młodziutkiego dyrygenta z Polski, Krzysztofa Urbańskiego.
- Johannes Brahms – Uwertura Tragiczna op. 81
- Edvard Grieg – Koncert fortepianowy a-moll op. 16
- Igor Strawiński – Ognisty ptak
Trondheim Symphony Orchestra
Dyrygował - Krzysztof Urabański
Przy fortepianie - Christian Ihle Hadland
Koncert honorowym patronatem objęła Ambasada Królestwa Norwegii w Polsce

i raził nerwowym tremolando wykonanie można by uznać za bardzo udane.
Cóż, trema nieobca jest największym, szkoda, że tak bardzo paraliżuje.
Najważniejszym punktem wieczoru był jednak Ognisty ptak Igora Strawińskiego. To utwór nieco bardziej wymagający, zarówno w odbiorze jak i wykonaniu.
Z dzieł Strawińskiego, nie jestem w tym oryginalny, najbardziej podobają mi się właśnie jego balety. Mam na myśli Ognistego ptaka i Pietruszkę. To dzięki nim wkroczyłem kiedyś w świat sztuki. Znam bardzo dobre i bardzo złe wykonania tych baletów. Od wykonania zależy wszystko - warto więc, przy tej okazji, wyjaśnić częsty błąd w odbiorze muzyki klasycznej.
Problem polega na przyzwyczajeniach wyniesionych z muzyki rozrywkowej. W niej bowiem jakość kojarzymy z reguły z wykonawcą.
To znaczy, jeśli podoba nam się jakiś zespół, to przeważnie podoba nam się wszystko, co robi - słuchamy zespołu. W muzyce klasycznej kompozytorzy raczej w większości już nie żyją, więc słuchamy utworów. To zdecydowanie nie to samo i nie wszyscy, wbrew pozorom, to rozumieją. Wielokrotnie byłem świadkiem, jak ktoś zachęcony do wysłuchania utworu muzyki klasycznej
z tzw. taniej płyty, wyrażał negatywną opinię, nie rozumiejąc, że to nie kompozycja była zła, tylko wykonawcy niskich lotów.
Utwór to nie to samo co zespół, nuty same nie grają. To co najtrudniejsze dla wielu, to zrozumieć, że aby wydobyć piękno zapisane
w nutach, należy powierzyć to zadanie artyście.
Nawet najwspanialsze dzieło, mierna orkiestra może zagrać tak fatalnie, że zniechęci do muzyki na lata. Ci, którzy decydują
o finansowaniu Filharmonii Krakowskiej, najwyraźniej nie mają o tym zielonego pojęcia.
W takim mieście jak Kraków, filharmonia powinna być jego wizytówką.
Do muzyki Strawińskiego mam stosunek osobisty, więc na koncert szedłem z niezbędną rezerwą. Niepotrzebnie.
To bardzo dobra orkiestra i bardzo dobry dyrygent, a wykonanie Ognistego ptaka prawie idealne. Pięknie brzmiąca, płynnie prowadzona przez Krzysztofa Urbańskiego, perfekcyjnie grająca sekcja instrumentów perkusyjnych, wysoki poziom instrumentalistów - uczta dla uszu.
Szkoda tylko, że nieco skrócono dzieło. Muzyka Strawińskiego to nie Peer Gynt, z którego można wyjąć fragment i zagrać jak przebój. Aby uzyskać właściwy efekt Ognistego ptaka, trzeba wykonać całość. Tej muzyki nie da się zagrać "na skróty".
Część końcowa finału została nieco "spłaszczona", co wzmocniło uczucie niedokończenia. Brak pełnej satysfakcji w tym przypadku
nie oznacza jednak tylko krytyki. Wyszedłem z filharmonii z uczuciem niedosytu ponieważ chciałem tam zostać i słuchać dalej.
Świat na ulicy jest zdecydowanie brzydszy ..
Komentarze
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu
