
OFF SCENA to nowa inicjatywa festiwalu. Off Plus Camera zaprasza na wyjątkowe koncerty polskich i zagranicznych artystów. Wśród nich m.in. ROSKO JOHN (Archive), JONO MCCLEERY, TWILITE. Wstęp na koncerty po okazaniu karnetu festiwalowego lub biletu na seans z danego dnia.
Wszystkie koncerty odbędą się w Klubie B4 na Brackiej 4.
Festiwalowicze codziennie będą mieli szanse posłuchać ambitnej i nowatorskiej muzyki.
Każdego dnia filmową podróż będzie można zakończyć muzycznym akcentem w klubie festiwalowym. Muzycy, którzy zaprezentują się na festiwalu to połączenie świeżości, szczerości i przede wszystkim talentu.
Przeczytaj całą informację prasową organizatora »
Więcej na stronie www.offpluscamera.com »
MB

Ameryka Południowa ... Andy .. mój sen, moje marzenie.. Jak mógłbym przegapić płytę o takim tytule?
Jean Luck Ponty - jeden z najlepszych skrzypków jazzowych w historii tej muzyki.
Wyjąłem płytę z nabożną delikatnością i zasiadłem wygodnie w fotelu..
Hm..
Tytuł płyty to tytuł utworu nr 10. Cała reszta, wcześniej i później nie ma nic wspólnego z Ameryką Południową.
Tytuł płyty należy traktować jako marketing... przyznaję skuteczny.
Kupiłem płytę bez chwili wahania ... i ... nie żałuję.
Jest prawie regułą, że, szczególnie artyści, z czasem się wypalają.
Znane nazwiska grają ciągle to samo, nie proponując nic ciekawego.
Jean Luck Ponty jest klasykiem. Jest żywą historią jazzu.
Z przyjemnością zauważyłem, że podobnie jak Jeff Back, im starszy, tym jest lepszy.
Mniej awangardy, mniej charakterystycznych dla niego zwrotów melodycznych, (choć oczywiście jest całkowicie rozpoznawalny), więcej uniwersalnego języka, ładne improwizacje - słowem: fajna, płyta, której dobrze się słucha.
To, bez wątpienia, znakomity skrzypek.
Płyta warta polecenia!
MB

Jeszcze kilka lat temu z niecierpliwością czekałem na każdą, kolejną płytę grupy, to przecież jeden z najlepszych zespołów fusion jaki kiedykolwiek powstał.
Czas, jednak, biegnie nieubłaganie i wielu artystów, nawet tych najwybitniejszych, wypala się, co w żargonie publiczności nazywamy "odcinaniem kuponów".
Nawet Sting od wielu lat ciągle śpiewa to samo.
Najnowszy krążek Yellowjackets - Timeline (2011 r.) mimo, iż zawiera 11 nowych kompozycji jest nijaki. Całość sprawia wrażenie klubowego jam session. Brak świeżości, wyrazistości, porywającej dynamiki, ciekawych improwizacji, słowem - brak czegoś nowego, a płyta mimo, że bez wątpienia to dalej znakomity zespół, jest zwyczajnie nudna.
Czy w ogóle można po dwudziestu kilku latach na scenie ciągle być na szczycie i imponować świeżością? Zapewne trudno, ale nie jest to niemożliwe.
Dowodem rockowy zespół Toto, który przyjął do składu nowych, komponujących, muzyków. Zyskali na tym wszyscy - muzycy i publiczność. Nowych piosenek słucha się znakomicie, a stare przeboje ,sprytnie przearanżowane, nabrały nowego błysku.
Czy Yellowjackets wyciągnie wnioski na przyszłość i "powróci" czy pozostanie w nieco zwietrzałym, własnym sosie - czas pokaże.
MB