Książki, z których nie wszystkie warto przeczytać
Nikt z nas nie lubi poruszać się po omacku.
Jadąc w góry, kupujemy mapę, jadąc w obce strony, aktualizujemy nawigację. Nie inaczej jest
z książkami. Kupując nową zazwyczaj kierujemy się jakimś „książkowskazem”. To może być bibliografia w tekście, który czytamy, zaufane wydawnictwo, czy coś w rodzaju „redakcja poleca”. Osobiście często polegałem na krótkich zajawkach w „Scientific American”
("Świat Nauki"). Niestety tytuł został sprzedany „Polityce”. Zlikwidowano dział z książkami, zaczęła królować publicystyka, nagłówki rodem z brukowców, a ja straciłem cenny „książkowskaz”. Obraziłem się śmiertelnie na nowego wydawcę i choć wiem, że świat się od tego nie zawali, żal w sercu, że kolejny tytuł się „skolorowił”.
Z braku lepszego pomysłu zaryzykowałem i kupiłem nowe książki w księgarni wysyłkowej polegając w kilku przypadkach wyłącznie na opisie …

Szpiedzy Watykanu – Tajne służby w kościele - Urlich Nersinger
Tytuł zaciekawia, zawartość rozczarowuje, a o służbach Watykanu
nie dowiemy się prawie nic. Chaotyczna, prawdopodobnie koszmarnie przetłumaczona, wyrzucone pieniądze.
Oszustwa pamięci – dr Julia Shaw
Reklamowana jako bestseller (już dawno zdyskredytowany termin), przedstawia zagadnienie oczami młodej psycholog sądowej, mającej na co dzień do czynienia z koniecznością oceny wiarygodności zeznań świadków. Zaletą książki
jest narracja. Trochę tak, jakby pisząca sama sobie tłumaczyła problematykę, przez co książkę czyta się dobrze
i jest zrozumiała. Nie umniejszając wiedzy i doświadczeniu autora można jednak odnieść wrażenie, że część argumentów jest powierzchowna, a wnioski prowadzą w ślepy zaułek. W czasie czytania nieodparcie nasuwa się konkluzja, że wszystko, co pamiętamy, to nieprawda i raczej można mówić o projekcji zdarzenia niż o faktach.
Tak bym się nie rozpędzał, jak sądzę, bywa różnie. Dużo zależy od inteligencji opowiadającego i jego samoświadomości. Podważając
w całości wiarygodność pamięci negujemy istnienie świata, który znamy.
W kontekście projekcji rzeczywistości posługuje się również przykładem
ze zdjęciami umieszczanymi np. na Facebooku. Oczywiście wszyscy wolimy publikować fotografie na których się sobie podobamy, nierzadko uważając, że te „brzydkie” to nie my. Jednak „my”, przynajmniej ci, którzy się odrobinę zastanawiamy nad sobą, wiemy, że bywamy różni. Dobrzy, źli, uśmiechnięci, ponurzy, przykłady można mnożyć. Dzisiejsze aparaty cyfrowe robią zdjęcia z czasem 1/1000 sek. lub mniejszym, ukazując jedynie tysięczną sekundy naszej mimiki. Nasze twarze, to przecież, tak jak osobowość, pewna suma niewidocznych dla oka mikroruchów. To dzięki nim jesteśmy „żywi”.
Jeśli ktoś nie rozumie, niech popatrzy na nieboszczyka i przez chwilę zastanowi się dlaczego przeważnie nie mamy wątpliwości, że jest martwy. To jest zasadniczy powód, dla którego odrzucamy większość zdjęć
z aparatów cyfrowych. Jeżeli komuś mało, niech zerknie na stare fotografie (bez retuszu) robione metodą ręcznego odsłaniania obiektywu
lub po prostu z długim czasem naświetlania. W większości zdjęcia uznajemy za ładne, dla niektórych mają wręcz czar …
Książka na weekend.

Spiskowe teorie – Michael Butter
Kolejna pozycja na rynku, która przyciąga tytułem nie dając nic w zamian. Autor próbuje patrzyć na zjawisko oczami obiektywnego naukowca, równocześnie zestawiając „rzekomo celowy” napływ imigrantów do Europy z teoriami na poziomie UFO i obcy.
Czy masowy napływ imigrantów zawdzięczamy KGB, mafii czy idiotom
czas pokaże.
W kategoriach społecznych nie ma wątpliwości, iż masowość zjawiska skutecznie demontuje Unię od środka. Porównywanie szukających przyczyn katastrofy do wyznawców teorii spiskowych nie tyle dyskredytuje spiskowców, co rzeczywisty problem, wprowadzając do dyskusji politykę.
Wyrzucone pieniądze.
Katedra – Jacek Dukaj
Znam opinie o autorze, oglądałem film Bagińskiego, cóż … nie nadążam
za współczesnością w ujęciu MEiN. Czytając lekturę, licealną(!),
niewiele byłem sobie w stanie wyobrazić, nie wstrząsnęło mną „przesłanie”,
nie zauroczyła mnie „poetyka”, w ogóle nic mi się szczególnie nie podobało …

Psychologia tłumu – Gustave Le Bon
Napisana w XIX wieku, książka, którą powinno się czytać cyklicznie przynajmniej raz na kilka lat. Po odjęciu kilku zabawnych archaizmów
(np. pojęcia dziki człowiek) pozycja porażająco aktualna i niestety cynicznie wykorzystywana przez polityków. Również polskich.

Fizyka przyszłości – nauka do 2100 roku – Michio Kaku
Lubię książki Michio Kaku. Nieczęsty przykład wybitnego naukowca
i „dziecięcego” marzyciela. „Wadą” tekstu jest jedynie rok wydania w Polsce. Pisana przed pandemią, wojną w Ukrainie, opublikowaniem metody CRISPR oraz gwałtownym przyspieszeniem prac nad AI czyni pozycję trochę nieaktualną zarówno pod względem istniejących technologii
jak i szerszych refleksji na temat kondycji świata.
Mimo tych „mankamentów” pozostaję fanem entuzjazmu i pasji autora.
Marek Brzeski
000925
Książki, z których nie wszystkie warto przeczytać
Dodaj komentarz
