Dan Brown – Tajemnica tajemnic.
Tajemnica tajemnic Dana Browna
dla tych, którzy po przeczytaniu „dzieła” odczuli zawód lub rozczarowanie
Nie należę do wielbicieli Dana Browna, niemniej lubiłem jego książki, szczególnie Początek,
w której bardzo trafnie przedstawił istotę zagrożenia, jakie niesie ze sobą upowszechnienie AI. Na najnowszą czekałem z nadzieją nie tylko
na dobrą rozrywkę, ale i ciekawą intrygę. Niestety, nic z tego. Powodów negatywnego odbioru lektury jest tak wiele, że aż trudno się zdecydować, który argument przywołać jako pierwszy. Zacznę od generalnej uwagi, iż nawet najbardziej oderwana od rzeczywistości książka lub film mogą być wiarygodne jeśli zachowana jest logika zdarzeń i poprawność psychologiczna.
Najnowsza powieść Dana Browna nie spełnia żadnego z tych kryteriów.
Główny wątek - obawy CIA przed publikacją - jest naiwny, naciągany i kompletnie niewiarygodny. Nie znam się na służbach, ale nie sądzę, aby w dobie internetu jakakolwiek
z nich mogła się przejąć czymś takim jak zbieżność treści
z aktualnie prowadzonymi eksperymentami. CIA z pewnością ma wiele na sumieniu, ale uruchamianie przez nią całej machiny operacyjnej z powodu jakiejś autorki to infantylna bzdura. W realnym świecie,
w przypadku rzeczywistego zagrożenia interesu agencji (np. ktoś chciałby odsłonić kulisy tajemnicy państwowej), najprawdopodobniej, mielibyśmy
do czynienia z „zawałem” wydawcy i „utratą motywacji” autorki do wszelkich publikacji.
Książka razi zimnowojennym spojrzeniem na kraje za dawną „żelazną kurtyną”. Byłem
w Pradze wielokrotnie i nigdy nie kojarzyła mi się z centrum okultyzmu. Przedstawienie czeskich oficerów jako idiotów, prawie rasistowskie analizowanie urody słowiańskiej, marzenie biedaczki będącej obiektem eksperymentów o wyjeździe do USA jako krainy
z marzeń,
to świadectwo, że autor pozostał mentalnie w czasach podziałów na Europę Wschodnią i Zachód. To tak, jakby wychował się wyłącznie na coca-coli
i dawnych filmach
o Agencie 007. Brakuje jeszcze tylko opisów ludzi
w czapkach uszatkach
i białych niedźwiedzi biegających po ulicach. Żenujące.
Przygody są naciągane, akcja pozbawiona wiarygodności, dialogi sztuczne, można wręcz odnieść wrażenie, że tekst napisał jakiś inny autor.
Warstwa „naukowa” jest również klęską. Rozdwojenie jaźni, świadomość nielokalna, granice pojmowania (wynikające przecież z konstrukcji człowieka), elementy fizyki kwantowej – to wszystko nie dodaje książce powagi, a opisy, często rozwlekłe i dla wielu nieczytelne, są po prostu nudne. Pomijając świadomość nielokalną, na którą szkoda pióra, fizyka kwantowa, to obszar, nawet dla tych, którzy o niej słyszeli, nie zawsze zrozumiały, dla pozostałych zaś kompletnie obcy. Dla wielu czytelników wspomniane fragmenty tekstu mogą być nieczytelne. Jeśli ktoś chce się dowiedzieć czegoś sensownego na temat superpozycji stanów, eksperymentu myślowego z tzw. kotem Schrödingera, splątania kwantowego, to polecam książkę Brucea Rosenbluma i Freda Kuttnera Zagadka teorii kwantów. Jest wielokrotnie bardziej pasjonująca niż Tajemnica tajemnic Browna.
Kompletną katastrofa jest również kluczowy wątek, czyli manipulacja człowiekiem za pomocą wszczepionych implantów. Widać, że autor nie posiada żadnej refleksji wynikającej nie tylko z autopsji, ale i wiedzy. Przypomnijmy – eksperymenty
z implantem zapoczątkował Jose Delgado kilkadziesiąt lat temu i to, co robi Musk czy Gates, jest jedynie kontynuacją badań sprzed ponad pół wieku. Delgado w książce Physical control of the mind z 1969 roku w bardzo zwięzły i obrazowy sposób opisał skutki i istotę nowej technologii. Wskazał zagrożenia, był wrogiem kultury opartej na technologii, ratunek upatrywał w tradycyjnym wychowaniu
i sztuce. Opisywany w książce Golem, którego mordercze instynkty wynikały
z błędu
w eksperymentach z implantem, świadczy o infantylnym dyletanctwie autora.
To tak nie działa.
Zabójstwem intelektualnym jest scena kończąca „dzieło”, w której ofiara nieudanych eksperymentów z radością jedzie
do Ameryki, aby oprawcy mogli dalej na niej eksperymentować, ponieważ zawsze marzyła o emigracji do USA...
Szczerze mówiąc, nie sądziłem, że autor książki Początek zaserwuje czytelnikom taki gniot,
a już na pewno
oczekiwałem od niego większej inteligencji.
Marek Brzeski
Liczba odwiedzin: 191
