Kirgistan 2025.

Góry Tienszan, Kirgistan 2025.

Po latach spędzonych w Dolomitach przyszedł czas na Azję Centralną i góry Tienszan. Dla niewtajemniczonych,
to łańcuch o długości około 2500 km (najwyższy szczyt Pik Pobiedy 7439 m n.p.m.), leżący na obszarze Kirgistanu, Uzbekistanu, Kazachstanu i Chin. Z powodu braku azjatyckiego doświadczenia skorzystaliśmy z usług High Away,
firmy specjalizującej się w organizacji górskich trekkingów. Nasza wędrówka trwała dwa tygodnie, w czasie których pokonywaliśmy 15-16 km dziennie, a przewyższenia sięgały do 1300 m. Męcząca, lecz wspaniała przygoda wśród wysokich gór i malowniczych krajobrazów, których nie zobaczymy w Europie.

Trekking rozpoczęliśmy w Karakol, skąd ruszyliśmy karawaną do doliny Tungen-Aksu oraz przełączy Bozoczuk. W czasie kolejnych dni podziwialiśmy m.in. przełęcz
Altyn-Araszan, przełęcz Ala- Kul (około 3900m n.p.m.)
i jezioro Ala-Kul (zwane turkusowym). Po sześciu dniach wędrówki, w ramach odpoczynku przed wyjściem
na Pik Uchitel (4532 m n.p.m.), zobaczyliśmy Kanion Skazka, kąpaliśmy się w jeziorze Isyk-Kul, oglądaliśmy z bliska polowanie orła oraz zwiedzaliśmy Karakol i Biszkek.
Ostatnie dni zarezerwowano na wyjście na Pik Uchitel, dzieląc wspinaczkę na dwa etapy. W pierwszym wyszliśmy
na wysokość 3330 m n.p.m. do schroniska Raceka, w drugim mieliśmy przed świtem ruszyć na szczyt. Niestety, wyjście poranne zablokował deszcz i brak widoczności, a po trzech godzinach kolejną próbę nasz przewodnik, który na wysokości 4000 m n.p.m. odwołał „atak” ze względów bezpieczeństwa (spore prawdopodobieństwo załamania pogody).
Cóż, takie są góry.

Pozostał spory niedosyt, ponieważ wyjście na Pik Uchitel było kluczowym punktem programu. Góry potrafią być jednak niebezpieczne, więc może to była rozsądna decyzja. Świat się nie kończy, a przed nami jeszcze wiele wędrówek...

Podsumowanie.
Każdy ma swoje wnioski, u mnie przybrały formę zdziwienia. Pierwsze, to przewaga kobiet wśród uczestników.
Na piętnaścioro było ich dwanaście w wieku od 40 do 68 lat. Po drugie, to nie były jakieś tam panie, które uciekły
z kuchni, nie wiadomo dlaczego. Zobaczyłem kobiety samodzielne, znakomicie wykształcone, rozmiłowane
w górach, z szerokimi horyzontami i ze sportową (dla mnie niedostępną) kondycją. Dlaczego przeważnie jeżdżą same (oprócz mnie z żoną było tylko jeszcze jedno, bardzo miłe małżeństwo oraz para przyjaciół), nie wiem.
Chodzenie po górach kojarzyło mi się raczej z męską przygodą, a tu takie zdziwienie. Przy tej okazji zacząłem się zastanawiać co, generalnie, robią z wolnym czasem dzisiejsi faceci? Grają w gałę? Piją? Reklamują w rowie nadmiar pokarmu na all inclusive? Planują coś, co nigdy nie nastąpi? Świat strasznie się zmienił, a ja zamiast przyjąć realia,
ciągle się dziwię...

Zostawiając jednak na boku zdziwienia, warto wspomnieć
o wnioskach.
Najważniejszy to kondycja. Ktoś, kto, tak jak ja, nigdy nie był na zorganizowanym trekkingu, musi zdawać sobie sprawę, że grupa rządzi się swoimi prawami. Uczestnicy,
w większości wysportowani, nadają tempo marszowi,
do którego trzeba się dostosować, czyli, że nie idziemy swoim, a to męczy. Bieganie pomiędzy 3000 m
a 4000 m n.p.m. nie jest tym samym, co wędrowanie po Tatrach czy Dolomitach, a aklimatyzacja nie jest pustym słowem. W moim przypadku zacząłem jeść szóstego dnia. Widziałem po przyjeździe w internecie oferty firm, które organizują wyjścia na pięciotysięczniki w tydzień. Dla kogoś bez aklimatyzacji to szaleństwo. Ważna jest także apteczka.
Oprócz lekarstw na zatrucia (Azja), przeziębienia czy zestawu na skaleczenia warto, szczególnie jeśli myślimy
o wędrówkach powyżej 4000 m, mieć coś na chorobę wysokościową. To jest ostateczność, ale jak mówi ludowa
mądrość – przezorny zawsze ubezpieczony. Zaletą zorganizowanej formy jest również komfort wynikający
z zabezpieczonej przez organizatorów logistyki i opieki polskiego przewodnika oraz lokalnych.

Zdecydowaną „wadą” natomiast jest to, że takie wyjazdy rozbudzają wyobraźnię i apetyt na więcej.
W naszym przypadku zaczęliśmy na poważnie myśleć o Peru...

Czy nam się uda? Czas pokaże - marzenia i wyobraźnia ruszyły :)



Marek Brzeski

Liczba odwiedzin: 494

Galeria zdjęć - kliknij, aby zobaczyć: Trekking || Karakol, Biszkek

Dodaj opinię - zobacz prosty formularz

............................

Komentarze

* Marzena i Pocztuś
...bo w górach jest życie, ten kto był raz wróci zawsze, przepięknie opisana Wasza podróż.
Marzenia są po to aby je realizować i mam nadzieję, że Wasze się spełnią.